Lost in dreams


0Likes
0Comments
96Views

1. ROZDZIAŁ I

 

Isabel's POV

 Był dość chłodny poranek. Na kostce chodnikowej było widać jeszcze ślady po nocnej ulewie, jednak teraz słońce powoli przedzierało się przez warstwy chmur, a one same z lekka się przecierały.

  Taksówkarz przywiózł mnie pod wcześniej wskazany adres. Wyszłam powoli z pojazdu, po czym wyjęłam z bagażnika swoje rzeczy. Zapłaciłam starszemu mężczyźnie za kierownicą jego należność i powolnym krokiem ruszyłam w stronę bramy. Wygrzebałam klucze z torby i głęboko westchnęłam. Tak dawno tu nie byłam, tyle się przez ten czas zmieniło... Piękna niegdyś brama zaczynała powoli poddawać się rdzy. Przekręciłam w niej klucz i  lekko pchnęłam, a ona posłusznie z cichutkim jękiem umożliwiła mi wejście na zarośniętą już trochę ścieżkę prowadzącą do domu. 

  Szłam powoli, przyglądając się posiadłości. To nie był mały domek, wręcz przeciwnie, ogromna willa. Teraz jednak już trochę zapuszczona, mimo tego, że choć od śmierci jej właścicielki - cioci Anny minęły dwa miesiące, to pani sprzątająca zaglądała tu co tydzień. Tak czy siak, pamiętam ten dom w zupełnie innej odsłonie.

  Podeszłam do masywnych drewnianych drzwi. Dotknęłam lekko zimnej kołatki i znowu westchnęłam. Wyciągnęłam kolejne klucze i przekręciłam w zamku, drzwi się otworzyły. Ostrożnie przekroczyłam dość wysoki drewniany próg. Stałam w korytarzu, który praktycznie w ogóle się nie zmienił. Nawet różowa tapeta w jakieś kwiatki, której tak nie cierpiałam pozostała. Jeśli z początku twierdziłam, że ta stara willa jest całkowicie inna, niż kiedy tu ostatni raz byłam, no to teraz śmiało mogłam to obalić. W środku było tak samo jak dziesięć lat temu. Tak samo, ale mimo wszystko pusto. W jednej chwili wróciły wszystkie wspomnienia. Zawsze, kiedy tu wchodziłam, witał mnie radosny głos ciotki. Teraz było cicho. 

  Położyłam torbę na szafeczce, walizki zostawiłam na korytarzu i poszłam przywitać się z domem, który od dzisiaj ma być moim nowym-starym miejscem na Ziemi. Pierwszym pomieszczeniem był oczywiście mój pokój, który również jako pierwszy potrzebował metamorfozy. W końcu gusta piętnastolatki ulegają zmianie, gdy ta staje się dwudziestosześcioletnią kobietą. Ale to teraz nie jest aż tak istotne, najważniejsza jest aklimatyzacja. Tak, aklimatyzacja i praca. Na szczęście firma, w której pracowałam w Dortmundzie ma też swą siedzibę w Monachium, a więc praktycznie nic nie zmieniam, no oprócz szefostwa i współpracowników, ale to nie powinno być większym problemem. 

Położyłam się na łóżku i popatrzyłam na sufit. Dalej wisiał tam plakat AC/DC, którego niegdyś byłam fanką. Teraz nie jestem, jednak ze względów sentymentalnych, może tutaj zostać, aż do remontu.

 

  Minęły dwa tygodnie, ja powoli oswajałam się z Monachium. Szłam właśnie do pracy i przypominałam sobie stare czasy. Rozglądałam się na boki, co chwilę myśląc jak dane miejsce się zmieniło, bowiem tę drogę znałam doskonale.

  Biłam się z myślami. Już na początku stwierdziłam, że dom ciotki jest za duży dla mnie samej. Może powinnam go sprzedać i wrócić do Dortmundu? Nie, nie, dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. W sumie dopiero niedawno dotarło do mnie, jakim błędem była moja wyprowadzka tam. Kiedy to się stało byłam jeszcze głupią i naiwną siedemnastolatką, która pod wpływem swojej wielkiej miłości zostawiła wszystko co miała i popędziła z nim nie wiadomo gdzie. Co jak co, aż tak źle to mi tam nie było. Po prostu mam stamtąd złe wspomnienia, przez tą „wielką miłość” właśnie. Na imię mu było Marco. Ale nie chcę o nim myśleć. Najważniejsze, że już go nie ma, a ja ten rozdział dawno zamknęłam, teraz liczy się tylko to, co jest. No, a wracając do sprawy z mieszkaniem… Dom jest dla mnie stanowczo zbyt duży. Może po prostu sprzedam go i kupię coś mniejszego bliżej centrum? Tak, myślę, że to dobry pomysł. I chyba już dzisiaj się tym zajmę. W pewnym momencie zaśmiałam się ironicznie w duszy, że w ogóle wpadłam na pomysł powrotu. Teraz to jest moje miejsce i to tu chcę spędzić najbliższy czas. Ale koniec tych rozmyślań, teraz powinnam zająć się pracą. Podniosłam głowę do góry, popatrzyłam na wielki i oszklony budynek, po czym weszłam do środka.

- Isabel! – usłyszałam głos szefa. – Jakie szczęście, że przyszłaś wcześniej! Dzisiaj mam dla ciebie inne zadanie, za piętnaście minut zaczynamy konferencję piłkarzy i potrzebujemy hiszpańskiego tłumacza. Gabriele się rozchorowała, a więc musisz ją zastąpić. Ale z twoimi kwalifikacjami, to nie powinno być żadnego problemu, prawda?

- Skąd, zajmę się tym – uśmiechnęłam się. Szef (z którym jak się składa pracowałam dwa lata temu w Dortmundzie) doskonale wiedział, że hiszpański był dla mnie jak bułka z masłem, ten język znam od dziecka, bowiem moja matka pochodziła właśnie z Hiszpanii. Poza tym, lubiłam rolę tłumacza na konferencjach, a na pewno wolałam to od zwyczajnej papierkowej roboty, którą zazwyczaj się zajmowałam.

- Wspaniale, wyśmienicie! A więc wszystko zaczyna się, tak jak już mówiłem, za piętnaście minut w sali konferencyjnej numer dwa na pierwszym piętrze. Życzę powodzenia i miłej pracy, Isabel. – uśmiechnął się serdecznie jak to miał w zwyczaju i poszedł zajmować się swoimi sprawami, a ja w pozytywnym nastroju udałam się pod wskazane miejsce. Niestety, cały dobry humor opuścił mnie, kiedy przeczytałam, dla kogo będę tłumaczyć. Kartka na drzwiach mówiła: „Fußball-Club Bayern München und Club Atlético de Madrid” Byłam fanką piłki nożnej, więc miałam kluby, którym kibicowałam, a także te, którym nie kibicowałam. Takim właśnie był Bayern, a więc wcale nie byłam szczególnie zadowolona z faktu, iż mam pracować z zawodnikami tego właśnie klubu. No, ale cóż, mus to mus, taka praca, jakoś to przeboleję.

   Pod salę przyszli piłkarze – po trzech z każdego klubu, a także obaj trenerzy. Przywitali się, po czym powoli weszli do środka i zajęli swoje miejsca. Ja również. Oprócz mnie był także prowadzący.

Całość trwała około czterdzieści pięć minut. Po zakończeniu wszyscy podziękowali mi za jakże świetne tłumaczenie i zaczynali powoli się rozchodzić. Piłkarze i ich trenerzy wyszli pierwsi, tylko jeden stanął przy drzwiach i czekał. Pomieszczenie opuścili już wszyscy dziennikarze i fotografowie, a on nadal czekał. Pakując swoje rzeczy i rozmawiając z Matthiasem – prowadzącym, zerknęłam kilka razy na niego. Zdawało mi się, że czeka na Matthiasa, ten jednak po krótkiej pogawędce ze mną minął piłkarza bez słowa i wyszedł. A więc on czeka na mnie? Unikając jego spojrzenia zarzuciłam torbę na ramie i wzięłam pod pachę teczkę z różnymi papierami, i powolnym krokiem udałam się w kierunku drzwi, a zarazem mężczyzny.

- Gratuluję – powiedział, gdy się do niego zbliżyłam. Podniosłam głowę i spojrzałam z lekka pytająco. – Mówi pani jak rodowita hiszpanka.

- Dziękuję – odpowiedziałam sucho, bez żadnych wyjaśnień. On uśmiechnął się pod nosem.

- Jestem Bastian. Bastian Schweinsteiger.

- Doskonale wiem, kim pan jest – burknęłam. Zachowałam się głupio, wiem, ale nie miałam najmniejszej chęci z nim rozmawiać. Bayernowcy zawsze mnie denerwowali. – A teraz przepraszam, ale śpieszę się – nie pozwoliłam mu już nic więcej powiedzieć i wyszłam. W głębi duszy zastanawiałam się, czego tak naprawdę chciał, bo na pewno nie pogratulować mi doskonałego hiszpańskiego.

 

Bastian's POV

Zostałem w pomieszczeniu sam. Żałowałem, że tak wyszło. Widać było, że nie miała najmniejszej chęci ze mną rozmawiać. Dlaczego na nią zaczekałem? Przecież, że nie dla tego, aby powiedzieć, że ma świetny hiszpański, ale nic innego nie wymyśliłem… Zaczekałem, bo skądś ją znam, jestem pewny, że gdzieś ją już widziałem. Takich osób się nie zapomina. Była taka… Taka inna. Piękna. Ale przecież nie powiedziałbym jej tego. Sam nie wiem, co chciałem osiągnąć, prawdę powiedziawszy nie dziwię się jej, że tak się zachowała.

- Bastian? – głos Philippa wyrwał mnie z rozmyślań. – Co ci odbiło, że tak tu stoisz? Konferencja się już skończyła – szturchnął mnie szeroko się uśmiechając. – Chodź, wszyscy już czekają.

- No, idę, idę – mruknąłem i westchnąłem głęboko, po czym wraz z przyjacielem udałem się w stronę miejsca, gdzie mieliśmy się wszyscy zebrać przed dzisiejszym meczem.

 

 

Join MovellasFind out what all the buzz is about. Join now to start sharing your creativity and passion
Loading ...