Historia Lilly

Lilly, pięcio-latka z Londynu, pewnego pięknego dnia popełnia błąd swojego życia: idzie za różowym balonikiem który z nikąd pojawia się nad jej głową. Doprowadza przez to do serii przygnębiających wydarzeń...
(Note: sorry it's in Polish!!)

1Likes
2Comments
645Views

1. Rozdział 1

"Lilly to cudownie dziecko, naprawdę" tłumaczyła Pani Thomas starszej pani siedzącej przed nią, "tyle, że mało mówi. Mam nadzieję, że to nie problem?" spytała niepewnie.

Starsza towarzyszka pokręciła siwą głową, "no niewiem, niewiem. Prawdę mówiąc, to miałam szczerą nadzieję, że będe miała z kim pogawędzic, gdy mąż pojedzie do pracy." Po chwili dodała, "Niech pani mi zdradzi, dlaczego dziewczynka nie mówi? Jest niemową, czy co?"

"Nie, nie! Nic z tych rzeczy!" powiedziała Pani Thomas, z lekką pogardą, "To po prostu skutek uboczny tego, co przeżyła."

"Czyli co konkretnie?" domagała się starsza pani. Pani Thomas westchnęła.

"To długia historia..."

"Mam cały dzień! Po za tym, nie na darmo przyjechałam tu aż z Irlandii! Proszę mówic!" spojrzała na podopieczną sierocińca z powagą. Bo tam właśnie były: w sierocińcu.

Pani Thomas ponownie westchnęła. "To niech pani sama z tym dzieckiem rozmawia" burknęła pod nosem. "Susan, wezwij Lilly Jones. Powinna byc w kuchni i zmywac naczynia." nakazała służącej, która właśnie wniosła do biura tacę z dwiema filiżankami herbaty. Kiwnęła lekko głową, i pośpieszyła na piętro.

I Lilly rzeczywiście była w kuchni. I robiła dokładnie to, co przewidziała Pani Thomas. No, może nie do końca. Swe małe rączki po łokcie w brudnej wodzie, powoli i bezmyślnie pocierając szciereczką talerzyk po drugim śniadaniu. Niebieskie oczka skierowane na ścianę, nuciłą jakąś melodyjkę. Susan przez dłuższą chwile stała oparta o framugę drzwi i uśmiechając się. Według niej, Lilly wyglądała bardzo rozkosznie. Pamiętając dlaczego została tutaj wysłąna, cichutko podeszła do dziewczynki, i szepnęła, "choc, Lilly, jest na dole pewna pani, która bardzo chciałaby cię poznac." Opiekuńczo wytarła małej rączki, pogładziła po główce, i zkierowała ją na korytarz. Lilly bez słowa podążyła za Susan, nie zwracając choc odrobinę uwagi na szepczące wokół niej dzieci. Doskonale wiedziała, że mówią o niej. Wiedziała, że chodzi o to, że jako jedyna w przytułku ma starą, bawełanianą sukieneczkę, a na szczuplych nóżkach, brak bucików. Śmiali się z jej króciótkich włosków, z zadartego noska. Ale czy to była jej wina, że uwielbiała przytykac nos do okna? Że włoski obcięła jej wredna ciotka, u której wcześniej mieszkała, i po prostu wolno rosną? Wolała nie zwracac uwagi. Wiedziała, że jeżeli będzie się nimi interesowac, przywoła to w niej wspomnienia, które na pewno spowodują łzy, a łzy w sierocińcu nie były tolerowane przez inne dzieci.

Gdy w końcu dotarły do biura Pani Thomas, starsza pani wstała, i podała rękę dziewczynce. "Dzieńdobry. Ty pewnie jesteś Lilly. Nazywam się Pani Cullen. Chciałąbyś pojechac ze mną do Irlandii i zostac moją nową córeczką?" Dziewczynka długo stałą i wpatrywałą się w dziwnie-wyglądającą panią stojącą przed nią. Patrzyła uważnie na jej głębokie, zielone oczy, które schowane były za grubymi, okrągłymi okularami. Obserwowała jej śmieszne małę ustka, pomalowane ma ciemny czerwień, i cieniutkie, prawie niewidowczne brwi, które ruszały się równolegle do każdego ruchu ust. Nagle powiedziała, "ja już mam mamusię..."

Pani Thomas zamarła bez ruchu. Przez te cały 3 miesiące, jakie Lilly spędziłą w przytułku, mała nie pisnęła ani słowa. A tu nagle, ni stąd, ni zowąd, powiedziała coś takiego! Było to dośc ciche, aby czuła się z tym komfortowo, ale na tyle głośne, aby obie panie dosłyszały. Pani Thomas więc siedziała za biurkiem, z ustami szeroko rozszerzonymi, a jej zwykle martwe oczy, mały w sobie coś w rodzaju błysku zaskoczenia. Za to Pani Cullen wygładała na absolutnie oburzoną.

Podopieczna sierocińca postanowiła wkroczyc w akcję. Musiała przecież ratowac swą reputację! W końcu jeżeli ta adopja się uda, to nie jest wykluczone, że ludzie w końcu zaczną przygarniac inne dzieci z pod jej dachu. W sierocińcu mieszkało aż czterdzieścioro sierot, czyli nie zostało miejsca na przygarnięcie ani jednej więcej!

"Lilly, wiesz, że jeżeli pojedziesz dziś z tą panią, to nie będziesz musiała już tu mieszkac ani pracowac!" przekonywała ją Pani Thomas. Ale wyraz twarzy dziweczynki był stanowczy, i tylko spokojnie powtórzyła, "ja już mam mamusię." Była to bowiem prawda. Dziewczynka miała matkę, chociaż ta już jej nie chciała. Małą nie rozumiała, dlaczego jest w domu dla sierot, skoro nie jest sierotą.

Pani Thomas zaczęła panikowac. "A chcesz dostaz spowrotem twoją lalkę?" W mgnieniu oka główkę Lilly wypełniły wspomnienia. Pojawił się obraz Cioci Mary, darującej jej szmacianą lalkę, a miesiąc póżniej wyrzucającej biędne dziecko za drzwi. Obraz Pani Thomas zabierającej jej ukochaną Bluebell (tak właśnie nazywała się lalka, ze względu na jasno niebieskie oczy) w ramach kary. Obraz jej samej, samiuteńkiej an ogromnej plaży. Samej z różowym balonikiem, za którym bezmyślnie poszła. Obraz tych wszystkich ludzi, którzy nie zdołali pomóc jej odnalezc ukochanych rodziców.

Lilly zasłoniła drobną twarzyczkę rękami, i wybuchnęła płaczem. Pani Thomas jeszcze bardziej spanikowała, nerwowo kręcąc pasmem włosów między palcami. Pani Cullen również nie miała pojęcia co robic. Miała doświadczenie u dzieci, owszem, ale to było tak dawno temu... Na ich szczęście korytarzem przechodziła Susan, która, jako jedyne dziecko w całym przytułku, wprost kochała Lilly. Nabrała smutny wyraz twarzy i klęknęła na zimnych kafelkach obok zanoszącej się od płaczu dziewczynki. Przytuliła ją mocno, ale Lilly nadal szlochała, więc podniosła swoją małą przyjaciółkę, i zaniosła po schodach do salonu. Nic dziwnego, mała nie płakała ani razu przez całe trzy miesiące! Dziewczynka zasnęła w łazach na kanapie, a Susan, nakrywając ją grubym kocem, wyszła na paluszkach i zamknęła drzwi.

"No i? Wiem, że marne pierwsze wrażenie, ale one zwykle taka nie jest, naprawdę!" tłumaczyła się Pani Thomas. Pani Cullen odpowiedziała, "Hm. Jeszcze nie jestem pewna czy ją wezmę, czy nie. Ale... może jeżeli opowie mi pani jej historię... to wtedy dam się skusic?"

"Oczywiście, wszystko dla pani!" Pani Thomas byłą wręcz zdesperowana, żeby ktoś przygarnął jakieś dziecko. "Było to dwa lata temu, gdy miała zaledwie trzy latka..."

Join MovellasFind out what all the buzz is about. Join now to start sharing your creativity and passion
Loading ...